Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » Kidnaping w płockim zoo

Kidnaping w płockim zoo

2012-01-20 14:00:00

co słychać w zoo

To niesamowite - dwie pary w odstępie jednego dnia dorobiły się potomków. Po czterech tygodniach jedna para odebrała dziecko drugiej. Matka porwanego malca tylko się bezradnie przygląda, jak "oni" zajmują się jej maleństwem, karmią, noszą... i nic nie może zrobić
fot. Aleksander Niweliński / Zoo
- To rzadki, niezwykły przypadek - twierdzi dyrektor ogrodu zoologicznego Aleksander Niweliński. - Kiedy tylko zauważyliśmy ten kidnaping, dzwoniłem do innych zoo i dopiero szef ogrodu w Sztokholmie potwierdził, że im też się coś takiego przytrafiło.

Ale zacznijmy od początku. W pawilonie z małpami jest przeszklona klatka, w której mieszkają najmniejsze małpki świata: marmozety i tamaryny. Są więc miko czarne, które należą do tamaryn i uchodzą za jedne z największych w swoim gatunku. I pigmejki z marmozet, uznawane w ogóle za najmniejsze małpki na świecie. Pigmejka waży zaledwie 100 g i jest wielkości połowy ludzkiej dłoni.

3 i 4 grudnia ub. roku, czyli dzień po dniu jednym i drugim urodziły się dzieci, każda para została rodzicami jednej małpeczki. Rodzice zajmowali się maluchami troskliwie, nie wchodząc w żadne konflikty i w ogóle sobie w drogę. Aż po mniej więcej czterech tygodniach pracownicy zoo zauważyli, że matka pigmejka jest jakaś inna - po prostu zniknęło zwykle przyczepione do niej dziecko. Zrobiło się małe zamieszanie, ale już po paru godzinach wypatrzono malca! Siedział uczepiony brzucha samca miko czarnego, który swoją ponurą urodą przypomina istnego diabła.

- Sami byliśmy ciekawi, co z tego wyniknie - opowiada dyrektor Niweliński. - Cały czas obserwujemy, co się tam dzieje, kilka, kilkanaście razy dziennie ktoś tam wchodzi i sprawdza sytuację.

Na szczęście nie jest tak źle. Miko czarne, które ukradły dziecko, okazują się bardzo troskliwymi rodzicami dla obojga. Najczęściej mama nosi swoje rodzone, tata głównie ma na grzbiecie to porwane. Kiedy jednak zbliża się pora karmienia, podaje towarzyszce malutką pigmejkę, a ta karmi ją jak swoją.

- Maluch dobrze rośnie, rozwija się i żadna krzywda mu się nie dzieje - relacjonuje Aleksander Niweliński. - Prawdziwą mamę ma blisko, ale nie próbuje do niej uciekać.

Mama pigmejka jest lekko zestresowana i cały czas uważnie obserwuje kidnaperów oraz swojego potomka, ale nie podejmuje agresywnych prób jego odbicia. Zresztą nie miałaby szans w starciu ze sporo większymi i silniejszymi diabłami.

- Fakt, trudno to zrozumieć, ale z całą pewnością uspokaja ją, że jej dziecko dobrze się rozwija i nie wygląda na nieszczęśliwe - podsumowuje dyrektor zoo.

la Gazeta Wyborcza Płock
Komentarze