Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » Kolejka chętnych na lwie kupy. Mają odstraszać kuny

Kolejka chętnych na lwie kupy. Mają odstraszać kuny

2012-09-18 11:00:00

co słychać w zoo

Krakowianie wpadli na dziwaczny pomysł, który ma pomóc poradzić sobie z plagą kun w domach i na poddaszach. Do krakowskiego zoo ustawiają się kolejki po... lwie kupy, które ponoć odstraszają kuny. Na razie nikomu nie udało się tego sprawdzić, bo zoo kup oddawać nie chce
fot. Adam Wajrak / AG
Kuny potrafią bardzo uprzykrzyć życie. Niszczą izolację dachu, drążą przejścia i korytarze w wełnie mineralnej, przegryzają kable pod maską samochodu, wynoszą z nich warstwę wyciszającą albo zostawiają pod maską resztki niedojedzonych ptaków. Poza tym robią nie lada harmider w nocy: popiskują, drapią i szurają. Jak w walce z tym mają pomóc lwie odchody?

- Kuny są drapieżnikami, ale boją się większych drapieżników. Dlatego zapach odchodów dużych drapieżnych kotów powinien je odstraszyć - mówi Teresa Grega, zastępca dyrektora zoo ds. hodowlanych. Tak właśnie myślą Małopolanie, którzy zgłaszają się do ogrodu zoologicznego. - Mieszkańcy Krakowa i okolic dzwonią do nas z pytaniem, czy mogliby dostać lwią albo np. tygrysią kupę do domu. Przekonują, że odchody lwa czy pantery są im naprawdę potrzebne, bo próbowali wszystkiego, a kuna jak była, tak jest i zatruwa mieszkańcom życie - opowiada Grega.

Nie możemy ich rozdawać

Pracownicy zoo, choć zasłyszanym historiom dają wiarę, ani lwich, ani tygrysich, ani żadnych innych kup oddawać nie chcą. - Nie możemy ich rozdawać, bo jest to niezgodne z przepisami sanitarnymi zoo. Zwierzęta, które są w naszym parku, są zdrowe, ale zgodnie z prawem odchody zwierząt to materiał biologiczny. I on może być zakaźny. Dlatego nie może stanowić straszaka na kuny dla mieszkańców Krakowa i okolic - tłumaczy Grega.

Tłumaczenia jednak nie wszystkich przekonują. - Takie prawo? Może w takim razie powinniśmy zmienić przepisy? Niech lwie kupy zostaną oficjalnym, zatwierdzonym przez sanepid sposobem walki z kunami, które za cel upodobały sobie nasze domy - przekonuje pan Paweł, mieszkaniec Michałowic.

Lepiej zabezpieczać dziury

Pracownicy zoo zdenerwowanym i poirytowanym z powodu kun radzą po prostu zabezpieczać wszystkie dziury i włazy na strychach. - To jest trudne, ale to jedyna skuteczna metoda - podkreśla Grega.

A dr Izabela Wierzbowska z Instytutu Nauk o Środowisku UJ tłumaczy, że winę za coraz większą ekspansję kun ponosimy sami, gdyż wchodzimy w ich naturalne środowisko. - Tereny dziś miejskie, a niegdyś rolnicze, zawsze zamieszkiwane były przez kuny domowe. Teraz my budujemy tam osiedla, domki, a kuny po prostu przystosowują się do nowych warunków - ocenia.

Dominika Wantuch, Gazeta Wyborcza Kraków
Komentarze