Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » Lemury w zoo zabiła choroba

Lemury w zoo zabiła choroba

2011-12-19 14:00:00

co słychać w zoo

Dwanaście lemurów katta padło w opolskim ogrodzie zoologicznym. Przyczyna choroby nie jest wciąż ustalona. W zoo hoduje się kilka gatunków lemurów. Katta to te najbardziej lubiane przez zwiedzających
fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
Ten gatunek w opolskim zoo doskonale się rozmnaża, zwierząt jest kilkadziesiąt, trzeba je było dzielić na mniejsze grupy, osobno mieszkają samce, osobno samice (z nimi zwiedzający mogli spotkać się oko w oko na wyspie lemurów, która była otwarta w wakacje).

W małpiarni można było zaś oglądać grupę rodzinną, czyli z jednym samcem i samicami, w której rodziły się młode. I to właśnie te zwierzęta zachorowały, w ostatnich miesiącach padło w sumie dwanaście dorosłych lemurów, przeżyła tylko piątka młodych. - Nie wiemy, co się stało. Przeprowadziliśmy badania bakteriologiczne i wirusologiczne, bo część osobników wykazywała objawy żółtaczkowe. Źródła infekcji wciąż nie udało się odnaleźć - wyjaśnia Lesław Sobieraj, dyrektor opolskiego zoo.

Lemury w zoo mieszkają w tych samych warunkach, w klatce obok katta żyją na przykład wari rude, tam choroby nie stwierdzono. Wszystkie lemury dostają takie samo pożywienie, więc i ono zostało wykluczone jako źródło choroby.

Rozważany jest "czynnik ludzki", zwierzęta na pewno nie zakaziły się od zwiedzających, bo ta grupa katta nie miała z nimi bezpośredniego kontaktu (oddzielone były szybą). Z kolei pracownicy ogrodu przechodzą regularne badania, szczepią się też przeciwko niektórym chorobom.

Jedną z hipotez jest to, że jeden z lemurów został zakażony przez dzikie zwierzę. Na wybiegu od góry jest siatka, mogą dostać się więc ptaki, ale też szczury albo myszy. - Każdy ogród zoologiczny ma problem z gryzoniami, bo to miejsce, gdzie jest łatwy dostęp do pokarmu. Jednak cały czas prowadzimy program deratyzacji, mamy podpisaną umowę ze specjalistą, który zwalcza gryzonie przez cały rok - zapewnia dyr. Sobieraj.

Choć przyznaje, że liczbę szczurów czy myszy można zmniejszyć, wszystkich nie da się wytępić.

Sobieraj zaznacza, że lemury nie padły jednego dnia, zwierzęta zarażały się od siebie; niestety, próby ich leczenia nie powiodły się. I nawet badania przeprowadzone po śmierci, nie odpowiedziały na pytanie, co było przyczyną choroby.

Co będzie z dalszą hodowlą lemurów katta? - Mamy jeszcze ponad 30 katta, stworzymy więc nową grupę rodzinną. Właśnie dlatego dzielimy je na grupy, żeby w razie takich przykrych sytuacji, jak ta z chorobą, mieć z czego odbudować hodowlę - mówi dyrektor.

Joanna Bosakowska, Gazeta Wyborcza Opole
Komentarze