Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » O bocianie, co ma tylko jedną nogę

O bocianie, co ma tylko jedną nogę

2011-08-01 12:00:00

co słychać w zoo

Drugą też ma. Ale sztuczną. Bo Gucio jest jedynym ptakiem w Łódzkim Ogrodzie Zoologicznym - a może i w całej Polsce, który porusza się dzięki protezie. I wcale nie potrzebuje do tego kuli
fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Do ogrodu zoologicznego w Łodzi Gucio trafił kilka lat temu. Bociana przyniósł łodzianin. Ptak miał złamaną nogę. - Ale nie w jednym miejscu, tylko w kilku - wspomina Tomasz Jóźwik, lekarz weterynarii z łódzkiego zoo. - Złamanie było poważne, stare i wieloodłamowe, a rana zakażona. Wyglądało to wyjątkowo źle i nie rokowało dobrze na przyszłość. Nie było wyjścia - nogę trzeba było amputować.

Operacja powiodła się, ale unieruchomiła ptaka na wiele dni. Jednak rany, jakie ptak odniósł, nie były jedynie obrażeniami fizycznymi. Ptak cierpiał również psychicznie. Obie nogi dzieliła różnica kilkudziesięciu centymetrów. Gucio miał ogromne problemy z poruszaniem się. Jedyne, co mógł robić, to stać na jednej nodze. Ale ile można? Dlatego w końcu w ogóle przestał chodzić. Bocian niknął w oczach. Tomasz Pęcherzewski, weterynarz z zoo, nie mógł dużej patrzeć, jak ptak cierpi. Postanowił mu pomóc.

Trzeba było sprawić, żeby bocian znów zaczął chodzić. Lekarz mogli albo przeszczepić ptaku nogę lub kupić dla niego protezę. Pierwsze rozwiązanie odpadało takiej operacji nie przeprowadził jeszcze żaden lekarz w Polsce, a niewykluczone, że również na świecie. - A problem z drugim rozwiązaniem polegał na tym, że nie ma firmy, która seryjnie produkuje protezy dla ptaków - opowiada Jóźwik. - Dlatego doktor Pęcherzewski sam postanowił taką zrobić.

Sztuczna kończyna powstała w... ogrodowym warsztacie. Pęcherzewski najpierw zrobił odlew kończyny Gucia. Później z silikonu wykonał odpowiednią nakładkę na kikuta. Do silikonowego kapturka przyczepił aluminiową sztuczną nogę, składającą się z dwóch części. Całość założył na skróconą nogę bociana i obwiązał skórzaną opaską.

Dzięki niemu bocian znowu mógł stanąć na obie nogi. - Gucio ani razu nie próbował ściągnąć protezy - mówi Jóźwik. - Przez pierwsze dni interesował się nią trochę, ale nie do tego stopnia, żeby ją zrywać. Bardziej zajmował go fakt, że znów może chodzić.

Nie od początku było różowo. W pierwszym tygodniu zwierzę kulało. Ptak musiał wziąć poprawkę na to, że aluminiowa noga waży nieco więcej niż jego zdrowy odpowiednik. Trudność sprawiało Guciowi podniesienie się z ziemi i przykucnięcie na niej. Ale pracownicy byli zaskoczeni, jak szybko Gucio pokonał problemy. Dzisiaj ptak zachowuje się tak, jakby nigdy nie miał amputowanej kończyny. Chodzi, skacze, poluje. - Tylko latać nie może - informuje Jóźwik. - Ale nie z powodu protezy. Ta jest lekka, wykonana z aluminium. I gdybyśmy Guciowi nie podcinali piór, z pewnością mógłby odlecieć.

Sztuczna noga wymaga jednak dodatkowych zabiegów. Raz na tydzień trzeba ją zdjąć, a kikuta oczyścić. Zabieg trwa kilka minut i Gucio poddaje mu się dobrowolnie, bez sprzeciwu. Co dwa, trzy miesiące, weterynarze łódzkiego ogrodu odczepiają silikonowy kapturek od nogi i robią nowy odlew skróconej nogi. - W czasie chodzenia kość ulega przebudowie - tłumaczy Jóźwik. - Dlatego co pewien czas zmieniamy silikonowy kapturek nakładany na kikuta. Dzięki temu bocian nie cierpi.

Dzisiaj Gucio czuje się jak każdy rehabilitowany bocian. Można go oglądać w ogrodzie na wybiegu przy ogrodowym szpitalu przez cały tydzień.

Bartłomiej Dana, Gazeta Wyborcza Łódź
Komentarze