Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » Opolski ogród zoologiczny będzie większy

Opolski ogród zoologiczny będzie większy

2010-02-16 14:42:46

co słychać w zoo

O planach na przyszłośc i o tym, jak projektować zoo opowiada Lesław Sobieraj, dyrektor opolskiego ogrodu zoologicznego
fot. Rafał Mielnik / AG
Zoo rozpoczęło przygotowanie amfibiarium. Za kilka miesięcy zobaczymy 20 zbiorników ekspozycyjnych, w których będą mieszkały unikatowe płazy. W przyszłym roku ruszy budowa wybiegu dla lwów i tygrysów, po to, by móc sprowadzić te zwierzęta do Opola.

W planach jest również rozbudowa żyrafiarni, fokarium oraz budowa budynku socjalnego dla pracowników. Dyrekcja i pracownicy ogrodu sami przygotowują projekty jego obiektów.

Izabela Żbikowska: Opolski ogród projektują pracownicy?

Lesław Sobieraj: I tak i nie. W opracowywaniu koncepcji mam decydujący głos, ale pracownicy zawsze konsultująją i wnoszą swoje uwagi i propozycje. Jak dotąd sprawdza się ten pomysł i wydaje się że godzimy oczekiwania zwiedzających, których w ub. roku mieliśmy ponad 210 tysięcy, jak i potrzeby zwierząt. Priorytetami przy modernizacji są zawsze pzrede wszystkim potrzeby zwierząt, ich charaktery i zwyczaje. Wiemy co jest dla nich ważne i co chcemy pokazać zwiedzającym. Oczywiście rola architektów jest bardzo ważna, ale bez zrozumienia naszych oczekiwań żadne projekty nie udałyby się. A w ogóle każde zoo ma swoją specyfikę. Nasze to piękna zieleń i duże otwarte przestrzenie mimo małej powierzchni.

Jak się projektuje zoo?

Trzeba być i pragmatykiem i po części marzycielem. Dyrektor łódzkiego zoo mawia, że pracując w zoo trzeba marzyć. I my te marzenia mamy, a potem staramy się je realizować. Tak było z żyrafami. Ponad 20 lat temu, gdy zaczynałem tu pracować mieliśmy jedną, starą zebrę, ale wszystkim marzyły się żyrafy. Nawet księgowa o nie pytała. Dziś mamy najlepszą w Polsce hodowlę.

Albo goryle. Pięć lat czekaliśmy na decyzję EAZA [międzynarodowa komisja przyp. red.]. By ją przekonać przedstawiliśmy koncepcję przebudowy słoniarni na gorilla house. Cały problem polegał na tym, że nie budowaliśmy obiektu od podstaw, a adoptowaliśmy stare budynki budowane z byle jakiego materiału w latach 60 tych. Zasadzki były wszędzie. Wiedząc że na początku mamy szanse tylko na bachelor group czyli tak zwane stado kawalerskie - chciałem tak to rozwiązać, by zwierzęta mogły bezpiecznie ze sobą egzystować. Stąd dwupoziomowe i zaopatrzone w wiele drzwi boksy dla nich. Ale też trzeba było znaleźć rozwiązanie wyjścia na wybieg. Takie, by goryl nie schował się w korytarzu i nie można go by było oglądać ani wewnątrz ani na wybiegu. I takie znaleźliśmy. Dostaliśmy zielone światło i za dwa mln złotych wybudowaliśmy obiekt, który doskonale się sprawdza. I dziś my mamy największe szanse na dalszy rozwój i pozyskanie rodziny do hodowli.



Zoo bardzo się zmieniło. Pomogła mu powódź w 1997 roku?

Takie panuje przekonanie. Ale to nie do końca prawda. Już kilka lat przed powodzią mieliśmy koncepcję zakładającą długofalowe zmiany, która powstała dzięki współpracy z holenderskimi ekspertami. I dziś jesteśmy w trakcie realizacji tego projektu, choć czynnik finansowy nie zawsze pozwala realizować całą koncepcję.

Pierwsze zmiany dotyczyły przebudowy małpiarnii i budowy tzw. suchych fos w 1993 roku. Pamiętam pierwszą wizytę Holendrów u nas. Tam gdzie była woda, oni widzieli las i pagórki i na odwrót. Na początku trudno było nam zaakceptować ich uwagi, ale od tamtej pory zaczęliśmy się uczyć nowego spojrzenia. Pomijając tragedię ludzi i zwierząt można powiedzieć, że powódź pozwoliła na radykalne zmiany w naszym zoo. Mieliśmy wolne miejsca i nie musieliśmy się martwić tym, gdzie umieścić zwierzęta na czas przebudowy ich terenu, bo część zwierząt zginęła, reszta została ewakuowana do innych zoo.

Więc podpatrujecie pomysły innych?

To już historia. Teraz do nas przyjeżdżają koledzy z renomowanych zoo i podglądają nasz ogród.

Jestem jednak zwolennikiem nie wyważania otwartych drzwi - jeśli mam przekonanie, że znalazłem dobre i - podkreślam - tanie rozwiązanie, to je chcę mieć u nas!

Podpatrujemy, robimy zdjęcia, uczymy się od bardziej doświadczonych. To nie wstyd. Szukamy też na własną rękę. Sprawdzamy, co dla naszych zwierząt jest najlepsze. Tak było np. z siatką , która znajduje się w fosie otaczającej wyspę goryli. Goryle generalnie nie pływają. Są tacy, którzy uważają, że w ogóle nie wchodzą do wody. Dlatego fosa oprócz elektrycznego pastucha [druciane ogrodzenie pod napięciem przyp. red.], jest wystarczającym zabezpieczeniem wyspy. Jednak różne rzeczy się zdarzają. Trzeba być o krok przed pomysłami naszych pupili - ich harce też w warunkach niewoli mogą być niebezpieczne - jak we Frankfurcie, gdzie podczas zabawy utopił się goryl! Dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia. W warszawskim ogrodzie co kilka metrów umieszczone są liny, których małpa może się chwycić. Uważam jednak, że zwierzę w panice nie będzie w stanie znaleźć liny i z niej skorzystać. Wybrałem więc siatkę ukrytą pod powierzchnią wody. Dzięki niej zwierzę znajdzie oparcie i będzie mogło wrócić na ląd.

Otwarte przestrzenie w zoo wyglądają świetnie, ale też są ryzykowne.

Wcielając w życie nowe pomysły zawsze mamy dreszczyk emocji. Wiadomo przecież, że dopiero "na żywo" okaże się czy zabezpieczenia działają czy nie. Dlatego, gdy pierwszy raz wypuszczaliśmy jaguary towarzyszyli nam myśliwi. Nie wiedzieliśmy bowiem, czy zwierzęta nie sforsują zabezpieczeń. Mieliśmy naboje usypiające, ale też i ostrą amunicję. To była koniecznośc, gdyż broń ze środkiem usypiającym ma bardzo mały zasięg, a szarżujące zwierzę stanowi ogromne zagrożenie dla ludzi. Nasze obawy szybko się jednak rozwiały. Koty, gdy tylko wibrysami (wąsami) dotknęły pastucha zrezygnowały z dalszych wędrówek. Podobny test przeprowadzaliśmy z pumą, gdy zamiast krat wprowadzaliśmy pomieszczenia z szybami. Podczas pierwszego wypuszczenia dzikiego kota do nowego miejsca, dyrektor techniczny Joanna Malej stała naprzeciwko szyby. Puma, gdy tylko ją zobaczyła postanowiła na nią zapolować. Zaczęła biec a potem skoczyła. Pani Malej zobaczyła tuż przed nosem łapy kota, na szczęście oddzielone szybą, która wytrzymała napór zwierzęcia. Zabezpieczenia zdały test.

Zdarzały się niespodzianki?

Oczywiście. Kiedyś, gdy na wyspach, gdzie dziś są gibbony i siamangi, były lemury. Jeden z nich wybierał się na spacery. Był jednak na tyle sprytny, że rano i wieczorem, gdy odbywa się liczenie małp zawsze był obecny. Przychodził oczywiście na karmienie. Jednak w międzyczasie wędrował na tzw. śluzę i tam sobie siedział. Okazało się, że znalazł sposób na to, by wydostać się między ogrodzeniem a elektrycznym pastuchem. Wystarczyło jednak dołożyć kilka drucików i było po problemie.

Jakie jest teraz Pańskie marzenie?

Budowa terrarium, czyli odbudowa zniszczonego przez powódź pawilonu akwariów. Jest to zresztą ujęte w naszym studium - programie na lata 2008- 2012. Marzy nam się ogromny kompleks, o powierzchni ok. 1400 mkw. Znalazłaby się tam ogromna oranżeria, którą można by było zwiedzać na dwóch poziomach, a także osobna część przeznaczona dla zwierząt nocnych. Dzięki niej zwiedzający mogliby podpatrywać zachowania zwierząt aktywnych dopiero po zmierzchu. To są jednak dalekie plany, gdyż koszty inwestycji oszacowano na 12 mln złotych.

Izabela Żbikowska, Gazeta Wyborcza Opole
Komentarze
  • Panciapka

    2010-11-18 08:58:55
    Ciekawy artykuł :)
  • Panciapka

    2010-11-18 08:57:46
    Ciekawy artykuł :)
  • Natii

    2010-07-25 15:28:26
    Świetny artykuł ;)))
  • Natii

    2010-06-20 16:44:54
    Świetny artykuł ;)))