Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » co słychać w zoo  » Zostań odkrywcą w płockim zoo

Zostań odkrywcą w płockim zoo

2011-08-05 11:00:00

co słychać w zoo

W ogrodzie zoologicznym odliczają już dni do odkrycia tajemnicy zamurowanej dziupli w ptaszarni. Po raz pierwszy w Polsce toko czarnoskrzydłe mają przychówek. Ale młodych jeszcze nikt nie widział. Odkrywcy, do dzieła! Kto pierwszy zobaczy młodego toko poza dziuplą i będzie miał na to dowód, zdobędzie nagrodę
Toko czarnoskrzydłe to gatunek grubodziobów rodem z Afryki Wschodniej. Mają taki obyczaj, że gdy przychodzi pora lęgów, samiec zamurowuje samicę w dziupli i jedynie przez wąski otwór - przez który nie ma szans przecisnąć się żaden drapieżnik - karmi swoją połowicę, gdy ta siedzi na jajach. Kiedy wyklują się młode, ona jeszcze przez pewien czas ogrzewa je swoim ciałem, potem opuszcza gniazdo, a maluchy w oczekiwaniu na porośnięcie pierzem, nadal zamurowane, żądają karmienia.

W ptaszarni płockiego zoo w wolierze toko w zamurowanej dziupli cierpliwy obserwator coraz łatwiej może wypatrzyć migające w otworze jakieś wiercipięty. Od czasu do czasu rozlega się przenikliwy gwizd, który według dyrektora ogrodu Aleksandra Niwelińskiego oznacza "jeeeść!!!!". Czasem wysuwa się rozdziawiony dziobek i czeka na pokarm. Pan i pani toko co chwila nurkują za imitacją pnia drzewa, gdzie jest jedzenie, i donoszą je głodomorom do gniazda. Ile jest młodych?

- No... trzy - mówi po chwili namysłu dyrektor Niweliński. - Ale tak naprawdę tego się domyślamy, bo przecież młodych nikt jeszcze nie widział.

I to jest właśnie konkursowe zadanie dla czytelników i wszystkich odwiedzających zoo. Tak naprawdę nie wiadomo, kiedy pisklęta opuszczą gniazdo. Może za kilka dni, może za parę tygodni. Osoba spośród publiczności, która jako pierwsza zobaczy młode już poza dziuplą, otrzyma nagrodę! - Będzie nią całoroczny bezpłatny czteroosobowy karnet do ogrodu zoologicznego na rok 2012 - zapowiada Aleksander Niweliński. - Tylko że trzeba będzie udowodnić, że się ptaki rzeczywiście widziało. Wystarczy zrobić zdjęcie, choćby aparatem w telefonie komórkowym, i zgłosić się z tym dowodem do stanowiska ochrony, a następnie podać tam swoje dane.

Dodajmy, że udany lęg toko czarnoskrzydłych to sukces hodowlany płockiego zoo. W Polsce udało się je rozmnożyć po raz pierwszy.

Ale na tym przygody związane z podpatrywaniem zwierząt się nie kończą. W pawilonie z gadami i płazami warto przykleić nos do szyby terrarium, w którym są niezwykłe, jedyne w polskich ogrodach zoologicznych grzbietorody amerykańskie. To gatunek żab o wdzięcznej łacińskiej nazwie pipa pipa. Zostały w tym roku podarowane płockiemu zoo z okazji 65-lecia istnienia przez gdyńskie Akwarium Morskie. Mają bardzo dziwne miłosne obyczaje i w naszym ogrodzie odbyły już gody.

- Wszystko wskazuje na to, że doczekamy się przychówku - jeszcze ostrożnie cieszy się Niweliński. - Niezwykłością tych zwierząt jest to, że zniesione przez samicę jajeczka samiec swoim ciałem przykleja do jej grzbietu, te wnikają w skórę i są przez nią noszone. Kiedy przeobrażą się w kijanki, opuszczają ciało matki.

Ponieważ grzbiet samicy jest już dobrze rozpulchniony, w zoo spodziewają się, że niebawem i tu mogą nastąpić niezwykłe "urodziny". Kto będzie miał szczęście i dość cierpliwości na prowadzenie obserwacji, może zobaczyć, jak z pleców pipy pipy wydostają się kijanki.

Anna Lewandowska, Gazeta Wyborcza Płock
Komentarze