Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » do poczytania  » Co się stało z bezdomnym psem?

Co się stało z bezdomnym psem?

2012-02-24 14:00:00

do poczytania

Na oczach dzieci brutalnie zabrali łagodnego bezdomnego psa. Teraz nikt nie chce udzielić informacji, co się z nim stało - mówią o działaniach hycla, strażnika miejskiego i policjanta mieszkańcy bloków przy ulicy Kopernika w Leżajsku
fot. Andrzej Bogacz / AG
Halina Derwisz, szefowa Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt
Z relacji mieszkańców wynika, że pies pojawił się tu blisko dwa tygodnie temu. Od razu zaprzyjaźnił się z dziećmi. - Był młody, zadbany. Z dziećmi bawił się tak, jakby całe dotychczasowe życie spędził wśród nich. Miały atrakcję na feriach - mówi pani Wiesława. Opisuje psa: około półtoraroczny, maści wilczastej. Dzieci zbudowały mu prowizoryczną budę. Na podwórku, pod stołem pingpongowym, karmiły go. - Zjeżdżał z nimi na sankach z górki, bawiły się z nim w budzie - opowiada pani Wiesława. - Szukaliśmy jego właściciela - dodaje.

Ale mieszkańcy nie znaleźli, nie zdążyli. W ostatni wtorek pod bloki zajechał niebieski samochód dostawczy. Byli też strażnik miejski i policjant. - Na oczach dzieci, brutalnie, z jakimiś siatkami i linkami zabrali psa. Dzieci były zszokowane. Widziałam to przez okno. Zanim zbiegłam na dół, samochodu już nie było. Policjant i strażnik miejski powiedzieli, że były dwa zgłoszenia o pogryzieniu przez tego psa - opowiada inna mieszkanka Leżajska. Według relacji mieszkańców policjant i strażnik powiedzieli, że pies zostanie odwieziony do weterynarza, który zdecyduje o jego losie.



- Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia o pogryzieniu - wyjaśnia nam Jarosław Grzeliński z leżajskiej policji.

Zadzwoniliśmy też do leżajskich weterynarzy. Oni także nic nie słyszeli o psie. - Do mnie taki nie trafił - mówią zgodnie Marek Więcek i Bogdan Karaś, weterynarze z Leżajska. Podobnie jak lekarz weterynarii z pobliskiej Nowej Sarzyny Jerzy Sulikowski. Jego gabinet wskazali mieszkańcy jako możliwy adres, pod który mógł trafić pies. Sulikowski: - Nie mam umowy z tym miastem.

Ale to nie koniec dziwnych okoliczności związanych ze zniknięciem psa. Mieszkańcy usiłowali dowiedzieć się, gdzie zwierzę zostało odwiezione. - Ani policja, ani strażnicy miejscy, ani urzędnicy nic o tym nie wiedzieli - mówi pani Wiesława.

Powiadomili więc Rzeszowskie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt. Jego szefowa Halina Derwisz próbowała się czegoś dowiedzieć. - Nikt nic nie wie albo nie chce mówić - relacjonuje zdenerwowana Derwisz. Jej udało się ustalić nazwisko strażnika, który odpowiada za sprawy bezdomnych zwierząt. To Paweł Bazylewicz.

Tyle że on jest teraz na urlopie. - A komendanta też nie ma. Jest chory - mówi nam Paweł Wołowiec ze straży miejskiej. Prosimy o raport z ostatniego wtorku. - Mam tam informację, że była interwencja w sprawie psa, ale nic o tym, gdzie został odwieziony - mówi Wołowiec.

Sprawa otarła się już o magistrat.

- Raport z informacją, gdzie jest pies, ma Paweł Bazylewicz. Proszę dzwonić, jak wróci z urlopu. Podobno pies trafił do domu zastępczego - wyjaśnia Marek Karakuła, wiceburmistrz Leżajska. Ale nie wie, gdzie jest ten dom zastępczy. Po szczegółowe informacje odsyła do urzędniczki Beaty Jodkowskiej. - Ja nic o sprawie nie wiem. Nie znam żadnego niebieskiego samochodu. Nie mamy jeszcze umowy z hyclem ani weterynarzem - informuje Jodkowska. Dodaje, że program ochrony bezdomnych zwierząt w Leżajsku powstaje. - Już kończymy. I wtedy podpiszemy wszystkie stosowne umowy - wyjaśnia.

- Jak to możliwe, by strażnik miejski w czasie urlopu interweniował w sprawie służbowej i zabrał raport do domu? - pytamy wiceburmistrza. - Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Komendant straży będzie w przyszłym tygodniu i on na pewno będzie mógł na to pytanie odpowiedzieć - mówi wiceburmistrz Karakuła.

Mieszkańcy ulicy Kopernika obawiają się najgorszego. - Boimy się, że pies został uśpiony lub inaczej zlikwidowany - mówią.

Halina Derwisz zapowiada, że sprawę psa i bałaganu w gminie Leżajsk będzie wyjaśniać do końca. Na pewno przynajmniej do czwartku nie trafił do żadnego schroniska, sprawdzałam. - Wysłałam prośbę do burmistrza o to, by przysłano nam do konsultacji program ochrony zwierząt. Mam nadzieję, że to zrobią. A psa będziemy szukać do skutku - zapowiada. Sprawę zgłosiła już policji, komendzie wojewódzkiej w Rzeszowie, w której jest policjant zajmujący się sprawami łamania praw zwierząt.

Marek Kruczek, Gazeta Wyborcza Rzeszów
Komentarze