Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » do poczytania  » Właściciel psa płaci, a sprząta dozorczyni

Właściciel psa płaci, a sprząta dozorczyni

2012-02-16 14:00:00

do poczytania

Zarządy osiedli z niepokojem czekają, aż topniejący śnieg odsłoni usłane psimi odchodami trawniki i chodniki. Jedna z gliwickich spółdzielni mieszkaniowych znalazła na to sposób. Psiarze nie muszą sprzątać, ale razem z czynszem płacą za każdego posiadanego czworonoga. - Bo ludzi nie da się wychować - tłumaczą w spółdzielni
fot. Piotr Vassal / Agencja Gazeta
Spacer lokatora z psem na gliwickim osiedlu Gwardii Ludowej właściwie nie wiąże się z żadnymi obowiązkami. Nawet jeśli pies załatwi większą potrzebę, to właściciel spokojnie odchodzi, zostawiając "pamiątkę" na chodniku albo trawniku. Nie obawia się nawet mandatu od miejskich strażników. Płaci, więc jest nietykalny. - Problem z właścicielami psów, którzy nie sprzątają, mieliśmy przez cały rok, ale po którejś z ostatnich zim miarka się przebrała. Śnieg stopniał i okazało się, że całe osiedle jest brązowe od psich odchodów. Pomysł, żeby właściciele psów płacili dodatkową opłatę, którą przeznaczymy na sprzątanie, podsunęli sami mieszkańcy. My wprowadziliśmy ją w życie - mówi Ewa Czyż, prezes zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Zachodnia" w Gliwicach. Właściciele psów oprócz czynszu płacą dodatkowo 8,8 zł miesięcznie za każdego czworonoga. Spółdzielnia najpierw wynajęła specjalnego pracownika, który sprzątał psie kupy. Rozwiązanie się nie sprawdziło, bo "czyściciel" nie nadążał z pracą. Kiedy kończył sprzątanie na końcu osiedla, okazało się, że musi zaczynać wszystko od początku. Teraz zastąpiły go dozorczynie, które za sprzątanie po psach mogą zarobić dodatkowo do 80 zł miesięcznie. - Wiem, że to niewychowawcze, bo teraz na ponad 300 psów tylko jedna pani sprząta po swoim pupilu. Oczywiście najlepiej byłoby, że wszyscy tak robili, ale skoro ludzi w żaden sposób nie da się do tego nakłonić, to znaleźliśmy inny sposób. Najważniejsze, żeby było czyściej - zaznacza Czyż. Dodaje, że największy problem jest z psiarzami, którzy nie zgłaszają swoich psów. Dozorczynie mają na nich oko. Temat opodatkowania psiarzy zaczął budzić kontrowersje, kiedy miasta zaczęły rezygnować z opłat za posiadanie czworonogów. Najczęściej tłumaczyły to bardzo niską ściągalnością należności. Katowice zrezygnowały z niej pod koniec 2010 roku.

- Ludzie wcale nie mieli świadomości, żeby opłata za posiadanie psa przekładała się na czystość w mieście - mówi Jakub Jarząbek, rzecznik urzędu miejskiego.

Na katowickim osiedlu Paderewskiego również rozważano pomysł wprowadzenia opłat za posiadanie psów. Elżbieta Zadróż, prezes spółdzielni mieszkaniowej, wie, że po swoich psach na kilkutysięcznym osiedlu sprząta zaledwie kilka osób, ale nie jest entuzjastką rozwiązania, które zostało wprowadzone w Gliwicach. - Po pierwsze, to zrzucanie odpowiedzialności na kogoś innego, a ludzie sami powinni nauczyć się sprzątać. Poza tym ustalenie, kto ma psa, to zabawa w kotka i myszkę. Część lokatorów nie przyznawałaby się, że ma psa. Dlatego będzie, jak było. To znaczy ludzie wyprowadzają psy, a sprzątać muszą nasi pracownicy - rozkłada ręce Zadróż.

Pomysł podoba się Wiesławowi Polańskiemu, prezesowi SM Górnik w Katowicach. - To może być całkiem skuteczne rozwiązanie. Zastanowimy się, czy go nie wprowadzić - mówi.

Jacek Madeja, Gazeta Wyborcza Katowice
Komentarze