Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » zwierzaki  » Parys
fot. ja
to ja
podaj łapę

(45)

oceń zwierzaka
(10.00)

Parys

psy
w serwisie od:10 10 2008, 12:23
właściciel NATTALIE111
Metryczka:
urodzony: 1995r
klasyfikacja: » PUDEL
płeć:chłopczyk
o zwierzaku:



     
    19.08.2009r doszedłeś Parysku,
Z gasłeś o 9:50 a wraz z Tobą zgasła cząstka mnie, miałeś 14 latek gdy odszedłeś mój przyjacielu, życie bez Ciebie tak boli, przemknąłeś przez moje życie tak szybko pięknie. Dziś z żalu za Tobą omal serce mi nie pęknie. Dziękuję Ci  za miłość Twego serca psiego, ale dlaczego doszedłeś-dlaczego?
Pewnego pięknego słonecznego dnia byłam strasznie samotna i smutna , wiec wybraliśmy się z mamą do miasta, w ten piękny dzień spotkałyśmy Ciebie miałeś w tedy ok. 9 miesięcy przyjechałeś z odległego miasta z właścicielami  byli młodym małżeństwem z malutkim dzieckiem niestety miało uczulenie na pieski a jego młodzi rodzice bali się o jego zdrowie ,choć mocno Cię kochali szukali dla Ciebie nowego domku i ludzi ,którzy Cię pokochają. Gdy Cię zobaczyłam wiedziałam że będziesz już z nami ,Twój Pan nie mógł się z Tobą rozstać miał łzy w oczach i prosił żeby Cie mocno kochać i tak się stało kochaliśmy Cię z całego serca Niewinem czy można kochać bardziej chyba nie.
Byłeś pięknym wesołym pieskiem, zawsze pogodnym uwielbiałeś biegać ,chodzić na długie spacery ,bawić się piłeczką ,biegać po parku i pływać gdy byłeś mały starałam się uczyć ciebie wszystkiego  i chyba mi się po części udało bo nawet ludzie którzy mają lub mieli pieski mówią że drugiego tak mądrego pieska nie będzie. I mają rację byłeś wyjątkowo mądry ,chciałam Cię nauczyć wielu rzeczy ale to ty nas nauczyłeś nas  że można kochać bez granicznie, nauczyłeś że przyjacielem się jest nie bywa, nauczyłeś nas ze cierpienie można znosić z godnością. Pewnego letniego dnia gdy już byłeś dorosłym pieskiem chciałeś się bawić, zawsze  byłeś taki żywy nawet jako starszy piesek byłeś wesoły jak szczeniaczek w tedy los sobie z nas okrutnie zadrwił. Skoczyłeś  w domu za piłeczką odbiłeś się wysoko i źle spadłeś na łapki .W domu rozległ się przeraźliwy pisk, bardzo mocno Cię bolało pamiętam jak dziś. Byłeś bardzo odporny na ból wiec nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak Cię bolało jeśli tak strasznie płakałeś, pamiętam jak dziś było to sobota dość wczesna godzina szybko wzięłam Cię na ręce i pobiegliśmy do doktora weterynarii całe szczęście mamy blisko jedna z lepszych klinik, niestety doktor powiedziała że nie może Ci pomóc że nie specjalizuje się w ortopedii skierowała nas do specjalistycznej kliniki. Pojechaliśmy  jak najszybciej się dało doktor nastawił Ci łapkę związał i kazał tak chodzić 2 tyg. Te 2 tyg spędziliśmy razem  byłam na zwolnieniu lekarskim uczyliśmy się chodzić na trzech łapkach było nam trudno i ciężko zwłaszcza że to tylnia łapka ,uczyliśmy się załatwiać, musieliśmy się kąpać 3 czasem 4 razy dziennie ,w tedy pierwszy raz widziałam jak się wstydzisz, chowałeś się po kontach i byłeś taki smutny ,patrzyłeś mi w oczy swoimi załzawionymi oczkami a ja płakałam. Nadszedł dzień kontroli doktor zdjął opatrunek cieszyliśmy się na stole   lekarskim wydawało się że Twoja noga wróciła do formy niestety jak tylko wyszliśmy z lecznicy postawiłam Cię na łapki, doktor powiedział ze możesz chodzić to było Twój pierwszy krok i zarazem ostatni w  takim stanie. Nie udało się doktor stwierdził że jedyne rozwiązanie to operacja, brzmiało to jak koszmar jak zły sen. Nie chciałam Cię zostawiać, chciałam być z Tobą spać  w lecznicy niestety nie mogłam, doktor obiecał że się Tobą zaopiekują, że operacje zrobią w nocy i rano można będzie po Ciebie przyjechać. Nie spałam tej nocy gdy Cię odbieraliśmy jeszcze spałeś płakałam i czekałam aż się obudzisz, obudziłeś się. Od tego momentu wszystko się zmieniło nie mogłeś chodzić, musiałeś leżeć na swoim ręczniczku żeby nie rozwalić rany, musiałeś być w kołnierzu to było koszmarne ale konieczne bo miałeś całe sztuczne biodro to była poważna operacja. Szybko dochodziłeś do siebie nabierałeś znów radości życia jeździliśmy do kontroli na początku 2 razy w tyg potem coraz zadziej dostawałeś blokady wszystko szło dobrze ,doktor powiedział ze jest już porządku że ostatnią blokadę da Ci troszkę większą i to będzie ostatni raz. Cieszyliśmy się byliśmy przekonani że to koniec Twojego nieszczęścia jednak szczęście i radość nie potrwały zbyt długo .Po pewnym czasie zauważyliśmy ze jesteś smutny że już tyle nie biegasz ale miałeś 12 latek byłeś po poważnej operacji  w trakcie rehabilitacji każdy myślał że to normalne, jednak niepokoił nas Twój suchy nosek. Znów zabrałam Cię do kliniki tej koło nas tym razem już się bałeś ale trafiliśmy na rewelacyjną doktor, bardzo dokładnie Cie zbadała i niestety stwierdziła że jesteś chory i że masz cukrzycę, prawdopodobnie posterydową po tych blokadach które dostawałeś po operacji to był koszmar z którego nie udało się nam obudzić. Doktor zgodziła się nam pomóc prowadziła Twoje leczenie, robiliśmy badania kontrolne co jakiś czas badaliśmy poziom cukru dostawałeś insulinę, bardzo nie lubiłeś tych porannych zastrzyków. Czasem uciekałeś ale rozumiałeś ze to dla Twego dobra potem przychodziłeś i nastawiałeś kark na zastrzyk.
W między czasie pojawił się mały Enzo Twój przyrodni brat, na początku nie chciałeś go zaakceptować  jednak z czasem go polubiłeś, on Cie troszkę rozruszał chcąc się bawić, na początku zmuszał Cię żebyś ćwiczył nogę a Ty robiłeś to chętnie chcąc go skarcić potem już bawiłeś się z nimi i uczyłeś go wszystkiego, nawet swoich sztuczek.
Po czasie biegaliście razem znów za piłeczką oczywiście teraz biegałeś ostrożnie pod naszą kontrolą, byłeś też na specjalnej diecie dla cukrzyków, same z mamą Ci gotowałyśmy widać było że czujesz się coraz lepiej, bardzo się cieszyliśmy ,przy ostatnich badaniach doktor obniżyła Ci troszkę insulinę bardzo się cieszyłam. Niestety jakiś ostatnio  zacząłeś się szybciej męczyć ale myśleliśmy ze to normalna sprawa po takich przeżyciach no i w końcu miałeś już skończone 14 latek, było gorąco każdy się męczył a Ty szybko dochodziłeś do siebie ,nawet szybciej niż młody Enzo. W niedzielę byłeś z nami u naszych znajomych na ogrodzie bawiłeś    się tak pięknie  nawet rozmawialiśmy o tym że ładnie „odżyłeś „ nic nie zapowiadało nieszczęścia NIK nie mógł przypuszczać że zostały Ci jeszcze tylko 3 dni. W środę wstawałam jak zwykle rano do pracy, zazwyczaj gdy wstawałam  wszyscy spali ,ja robiłam wam jedzenie szykowałam Ci tabletki i insulinę i wychodziliśmy na dwór tym razem było inaczej. Mama siedziała w kuchni i płakała spytałam o co chodzi, rozpłakała się mocniej i powiedziała że leżysz w jej pokoju i że chyba nie żyjesz, przewróciłeś się o 2 w nocy że mówiła do Ciebie że Cię głaskała ale nie dajesz żadnego znaku życia. Myślałam że umrę zaczęłam tak mocno płakać i pobiegłam do Ciebie. Płakałam tak mocno że Cię wzbudziłam prawdopodobnie z agoni i –nie wiedziałam, zabrałam podniosłam Cię mówiąc choć zrobimy jak zawsze siusiu i wyszłam była 4 rano ,chciałam posadzić Cię na trawce żebyś mógł zrobić siusiu niestety leciałeś mi z rak, płakałam mama wyszła po Ciebie wzięła Cie do domu ja zostałam z Enzem na dworze ale nie chciał biegł za Tobą. Mama szybko podała Ci ranna insulinę ,nikt nie spał Grześ też wstał do Ciebie, podaliśmy Ci cukier mieliśmy nadzieje że to tylko śpiączka cukrzycowa że zaraz się wybrudzisz że będzie dobrze, podawałam Ci cukier 3 razy nie chciałeś odchodzić jadłeś z nadzieją że przejdzie, nie wiedziałam co się dzieje zadzwoniłam do pracy powiedziałam ze zostaje z Tobą ze nie przyjdę .Wiedziałam że ze względu na Twój wiek i chorobę nikt nie będzie chciał Cię ratować, wiec czekałam aż Twoja doktor zacznie przyjmować, całe szczęście przyjmowała rano ale dopiero o 9 czas szedł tak niemiłosiernie wolno, leżałeś biedny cichutko i spokojnie patrzyłeś mi w oczy tymi swoimi cudownymi oczkami ,nie dałeś znać że coś Cię boli a umierałeś z bólu. Płakałam  klęcząc i leżąc na zmianę obok Ciebie miałeś już zimne łapki, Grześ ogrzewał Cię kocykiem  a Ty biedactwo próbowałeś wstawać udało Ci się wstać wyniosłam Cię na dwór z ledwością zrobiłeś siusiu nie mogłeś ustać na nóżkach, przyniosłam Cię położyłam Cię i okryłam kocykiem ,miedzy czasie zjadłeś troszkę z miski wstałeś jeszcze obejść pokój i się położyć nie wiedziałam co się dzieje bo sztywniałeś zrobiłeś się cały sztywny i zimny potem dochodziłeś do siebie i znów ,płacząc błagałam żebyś wytrzymał  nie wiem czemu ale ruszałeś łapką jakbyś chciał ją komuś podać, być może Ci drętwiała i to Cię denerwowało ale gdy trzymałam Twoją łapkę w swoich dłoniach starając się ją ogrzać uspokajałeś się. Zostaliśmy sami nie wiem czemu do dziś nie rozumiem jak niektórzy mogli wyjść do pracy może mieli nadzieje ze to jeszcze nie ta chwila, może wiedzieli i nie mogli patrzeć jak odchodzisz nie wiem jednak mam nadzieje ze wybaczysz ludziom którym oddałeś całe swoje życie a oni na koniec Cię zostawili. Teraz to nieistotne. W końcu się doczekaliśmy 8 zabrałam Cię z nadzieją ze wszystko będzie dobrze że Doktor Cię uratuje, niosłam Cię a Ty leciałeś mi z rak jeszcze tylko oczka miałeś przytomne, chwilę czekaliśmy, ta chwila była wiecznością. W końcu przyszła nasza doktor ,przed czasem bardzo się zmartwiła i od razu nas przyjęła Ty Skarbeńku miałeś już białe dziąsła i policzki, doktor próbowała Cię ratować za wszelką cenę, Zrobiła dużo badań powiedziała że nie masz wcale cukru choć Ci podawałam 3 razy, usg wykazało wodę w brzuszku miałeś problemy z moczem wiec założyła Ci cewnik niestety nie było prawie nic, doktor zrobiła zdjęcie i pobrała Ci płyn z jamy brzusznej do badania czekaliśmy w specjalnym pokoju na wyniki ,nie chciałam usłyszeć tego co usłyszałam nie znam się na zdjęciach choć doktor była tak dobra że pokazała mi wszystko i tłumaczyła, w brzuszku nie miałeś kochanie płynu okazało się ze w brzuszku miałeś krew, nie dało się Ciebie ratować miałeś zbyt wyniszczony organizm chorobą i miałeś za dużo lat nie przeżył być kolejnej operacji ,umierałeś miałeś zimne łapki i byłeś bialutki bo krew spływała Ci już do brzuszka, kwestia była tylko może minut może godzin  bardzo cierpiałeś  i już nikt nie był w stanie Ci pomóc, zgodziłam się na zastrzyk mam nadzieje że kiedyś mi wybaczysz jednak to było dla Twojego dobra byś już nie cierpiał. Patrzyłeś na mnie tymi cudownymi tak cierpiącymi oczkami ,nie zabierałeś jak zwykle łapki leżałeś spokojnie chyba wiedziałeś co się dzieje, to był najgorszy moment mojego życia, leżałeś na stole doktor dawała ci zastrzyk ,ja klęczałam przed stołem na którym leżałeś płakałam i głaskałam Cię po główce powiedziałam Ci żebyś spał sobie spokojnie i śnił że biegasz za swoją ulubioną piłeczką, zamknąłeś oczka płakałam, kontem oka widziałam że doktor też płacze, w końcu doktor też dbała o Ciebie dzięki niej przeżyłeś ostatnie dwa lata, lecząc Cię walczyła o każdy Twój dzień, bardzo Cię lubiła, gdy  okazało się że jesteś chory dałam nam jeszcze dwa lata wspólnie spędzonego życia. Odszedłeś cichutko i spokojnie z godnością po prostu usnąłeś, doktor powiedziała że to już nie boli i mam nadzieje że tak było że nie bolało. Pani doktor Cię zbadała powiedziała że to już, widziałam że Twój brzuszek już się nie rusza ale jeszcze sprawdziłam kładąc    rękę Ci na brzuszku, nie chciałam odchodzić zaniosłam Twoje ciałko do pokoju obok tam musiałam Cię zostawić, wyszłam choć wcale nie chciałam Cię zostawiać, jednak wiedziałam że muszę że doktor musi wrócić do pracy. Szłam  do domu, płakałam tego co czułam nie da się opisać, żal, rozgoryczenie, złość, bezsilność i niemoc. Po powrocie nie wiedziałam co mam z sobą zrobić ,Enzo Cię szukał chwilkę się pokrzątałam później pozbierałam wszystkie Twoje leki, już nigdy nie będą Ci potrzebne wiec pomyślałam że może pomogą komuś innemu wzięłam Enza i szłam zanieść je do Doktor a właściwie to chciałam iść jeszcze do Ciebie, Enzo dobrze wiedział gdzie idziemy nie biegł na dwór biegł prosto do lecznicy, myślałam że rękę mi urwie oddałam Twoje leki doktor powiedziała że Twoje ciałko zabrał już Pan który miał się nim zająć, więc musiałam wracać Enzo nie chciał iść do domu zaparł się i pierwszy raz tak dziwnie szczekał patrzył się na mnie i trudno opisać czy szczekał czy piszczał jakby chciał powiedzieć że co ja robię że jeszcze Ciebie musimy zabrać, chciał powąchać drzwi  potem wrócił ze mną do domu ale do dziś gdy wychodzimy na dwór chce biec do kliniki. Enzo jest jeszcze młody, jest kochany, czasem swoim zachowaniem przypomina Ciebie, jednak  chciała bym byś wiedział że on nam nigdy Ciebie nie zastąpi, nigdy nie zajmie Twojego miejsca, tak samo jak w tedy gdy byłeś w śród nas każde z was miało swoje miejsce w domu i w naszych sercach tak samo i teraz będzie nic się Parysku nie zmieni. Około godz. 12 przyszła Pani Bogusia jak zwykle zabrać Cie na dwór byś nie musiał czekać aż wrócimy z pracy było jej bardzo przykro, mama bardzo płakała do dziś nie może dojść do siebie chodzi taka przybita tak naprawdę gdy mnie nie było miała tylko Ciebie, Grześ też przeżywa udaje zawsze mówił ze to właśnie Ty pokazałeś mu jak bardzo można kochać zwierzęta, pamiętam jak często Ci powtarzał „Parysku kocham Cię” pocieszał Cię gdy byłeś smutny, głaskał próbował się z Tobą bawić, pomagał nam gdy byłeś chory ,kiedyś powiedział że dzięki nam inaczej spojrzał na wszystko teraz inaczej myśli , nauczyłeś go kochać inne istoty i odszedłeś, płakał za Tobą, krył się z tym ale widziałam, nawet Neri  o dziwo wyszła z terrarium, nie chodziła w swoje ulubione miejsca tylko obeszła  całe mieszkanie i wróciła do terrarium jakiś czas się rozglądała a potem była jakaś nieswoja.
Natomiast ja nie mogę opisać Ci tego co czuję, po prostu nie można ubrać tego w słowa .Odchodząc zabrałeś ze sobą cząstkę mnie i jakąś cześć mojego serca. Nie ma dnia, godz. ani minuty żebym o Tobie nie myślała, na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci i w  moim serduszku, byłeś dla mnie bardzo ważną częścią mojego życia, w którym odegrałeś bardzo istotną rolę, przepraszam Cię za wszystkie błędy jakie w obce Ciebie popełniłam,  jest jeszcze dużo rzeczy, które  chciałam z Tobą zrobić ,dużo miejsc w które chciałam Cię zabrać i dużo spraw o których chciałam Ci opowiedzieć niestety……..juz tego nie zrobię. Dziś już nic nie ma sensu . Jednak  wierzę że gdzieś tam jesteś ,gdzieś gdzie jesteś dużo szczęśliwszy niż byłbyś tu, masz już tam gromadkę przyjaciół z którymi się bawisz. Wierzę że będziesz na mnie czekał a gdy nadejdzie już na mnie czas spotkamy się po tej drugiej stronie, mam nadzieje że jako pierwszy wybiegniesz mi na spotkanie pobawimy się razem a potem pójdziemy  na nasz długi wspólny spacer.
              KOCHAM CIĘ PARYSKU
 

 
 
 
 
Jest już straszy ale strasznie kochany przez całą rodzinkę, bardzo energiczny i żywiołowy tak że po zachowaniu nie widać jego wieku,bawi się jak szczeniak uwielba wszystkie zabawy i pieszczoty ;)TO BYŁ POPRZEDNI OPIS
najnowsze komentarze
  • Maila

    2010-01-05 15:42:25
    Parys...Kochanego Psiaczka , który ma przyjaciół nigdy nie złamią wichry

    losu ..Ma on w sobie dość siły by pokonać trudności i iść dalej

    naprzód...styczniowe pozdrowionka i łapeczka....Maila
  • Mała

    2010-01-04 02:06:53
    Kochany Parysku życzę Ci aby Twoje niebo było jeziorem,
    niech będzie letnim pachnącym wieczorem
    niech będzie także łąką zieloną
    po której biega wesołe psów grono.
  • ann

    2010-01-02 19:41:07
    SŁODKA pozdrawiam
kto podał mi łapę
kto mnie odwiedzał